niedziela, 31 stycznia 2016

KSIĄŻKOWA SZTUKA BOOK TAG! ♥

Witam serdecznie! Dziś mam dla Was TAG, bo jak już może zauważyliście, dawno nie było takich postów na moim blogu. Z góry przepraszam za moją dość długą nieobecność na blogu spowodowaną w dużej mierze pewnymi problemami. Postaram się od tej pory być regularnie :)
Zacznijmy więc:
1. Najładniejsza okładka pojedynczej książki. 
Nie wiem... Jest tyle pięknych okładek, ale jeśli już muszę wybrać to postawię na "Eleonorę i Parka".
2. Najbrzydsza okładka pojedynczej książki.
Ta okładka wcale mi się nie podoba...
3. Najładniejsze okładki serii.
I tutaj nie mam wątpliwości! Jeśli mogłabym wybrać to zdecydowanie byłyby to amerykańskie okładki HP, chociaż polskie też nie są złe. Tak czy siak, wybieram HP!
4. Najbrzydsze okładki serii.
Klasycznie :)
5. Okładka zapadająca w pamięć.
Mimo że pierwszy raz tą okładkę zobaczyłam dawno temu, dalej pamiętam jakie wywarła na mnie wrażenie. Uwielbiam!
6. Okładka zupełnie niepasująca do serii.
Nie umiem w tym momencie takiej znaleźć, ale nie podoba mi się, kiedy na okładce jest jakaś postać jak np. w "Mieście Kości" Jace czy w serii Lux Daemon, bo nie oddają treści powieści i jakoś tak.. No nie wiem, wolę inne okładki.

7. Strony: białe czy żółte? 
Białe! Z białymi stronami od razu kojarzy mi się ten cudowny zapach nowej książki..

8. Strony: cienkie czy grube?
Szczerze mówiąc, nie zastanawiałam się nad tym, ale mogę chyba wybrać cienkie.

9. Okładka: miękka czy twarda?
Oczywiście, że miękka! Rzadko czytam książki w twardych okładkach i uważam to za po prostu niewygodne.

10. Najlepsze wydawnictwo (pod względem wyglądu książek).
Jestem przywiązana do Bukowego Lasu. Najlepsze wydawnictwo! ♥

A więc to by było na tyle, jeśli chodzi o ten TAG. Mam nadzieję, że miło spędziliście czas. Widzimy się niedługo, do zobaczenia! :)


niedziela, 10 stycznia 2016

"WSZYSTKIE JASNE MIEJSCA" RECENZJA! ♥

Odważna opowieść o miłości, przeżywaniu życia i dwojgu młodych ludzi, którzy znajdują siebie nawzajem, gdy stoją na skraju przepaści.
Theodore jest zafascynowany śmiercią. Codziennie rozmyśla nad sposobami, w jakie mógłby pozbawić się życia, a jednocześnie nieustannie szuka – znajdując – czegoś, co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie. Violet żyje przyszłością i odlicza dni do zakończenia szkoły. Marzy o ucieczce od małego miasteczka w Indianie i niemijającej rozpaczy po śmierci siostry.
Kiedy Finch i Violet spotykają się na szczycie szkolnej wieży – sześć pięter nad ziemią – nie do końca wiadomo, kto komu ratuje życie. A gdy ta zaskakująca para zaczyna pracować razem nad projektem geograficznym, by odkryć „cuda” Indiany, ruszają – jak to określa Finch – tam, gdzie poprowadzi ich droga: w miejsca maleńkie, dziwaczne, piękne, brzydkie i zaskakujące. Zupełnie jak życie.
Wkrótce tylko przy Violet Finch może być sobą – śmiałym, zabawnym chłopakiem, który, jak się okazuje, wcale nie jest takim wariatem, za jakiego go uważają. I tylko przy Finchu Violet zapomina o odliczaniu dni, a zaczyna je przeżywać. Jednak w miarę jak świat Violet się rozrasta, świat Fincha zaczyna się gwałtownie kurczyć.


Niedawno przeczytałam świetną książkę, po której nie mogłam sięgnąć po nic innego z obawy, że nie będzie tak dobre. I fakt, przyznaję, że dalej boję się, że już nic nie dorówna tej książce, ale staram się czytać. Mowa oczywiście o "Wszystkich jasnych miejscach". Zapowiadała się świetnie, a już jakiś czas leżała na mojej półce, więc stwierdziłam, że może być dobrym kandydatem na pierwszą książkę 2016 roku. Miałam dużo szczęścia i bardzo się cieszę, że właśnie z tą powieścią rozpoczęłam ten rok. Na początku sądziłam, że to będzie taka typowa młodzieżówka, fajna, ale bez rewelacji. Czytałam pierwsze strony i nie byłam aż tak zachwycona. Później akcja zaczęła się rozkręcać, a ja nie potrafiłam się oderwać. Zaznaczałam kolejne fragmenty z zamiarem powracania do nich w wolnych chwilach.
Nie mogę też powiedzieć, że lektura była superprzyjemna, bo to chyba nie ten typ literatury. Książka zmuszająca do myślenia, wyrwała mi duszę. Przestawia poważny problem depresji i choroby dwubiegunowej, z którą z resztą spotykam się na co dzień. Jak nie płakałam przez całą książkę, tak po przewróceniu ostatniej strony popadłam w taką histerię, że nie dało się mnie uspokoić. Dlaczego? Nie wiem. "Wszystkie jasne miejsca" to powieść, która wywarła na mnie ogromne wrażenie i uważam, że jeśli lubicie takie "smutne" książki to powinniście ją przeczytać.
Moja ocena: 10/10

"Dlatego właśnie lepiej udawać, że jest się taką samą osobą jak wszyscy, chociaż w głębi duszy człowiek wie, że jest inny."